Czy praca na Wyspach wciąż się opłaca?

14 stycznia, 2008 | Autor: (niedoszły emigrant :))
Co prawda Polacy pracujący w różnych krajach Unii Europejskiej wysłali w ubiegłym roku do rodzin w kraju ok. 4,5 mld euro, ale wartość niektórych przelewów – zwłaszcza tych w funtach – po przeliczeniu na złotówki mogła wywołać ból głowy. Wartość brytyjskiej waluty spadła bowiem na początku grudnia poniżej 5 złotych. Jak jest z nią źle, pracujący na Wyspach Polacy mogli się przekonać, gdy ściągnęli do ojczyzny na Boże Narodzenie. – Gdy w 2006 roku przywiozłam rodzicom na święta zaoszczędzone tysiąc funtów, w kantorze dostałam 5 tys. 800 zł. Teraz za identyczną sumę dali mi prawie tysiąc złotych mniej – martwi się Wioletta Mikłosz z Kalisza, która od dwóch lat pracuje jako kelnerka w Londynie.

Wielu imigrantów miało nadzieję, że zaraz po Nowym Roku sytuacja się zmieni, tymczasem brytyjska waluta nadal spada. Pod koniec ubiegłego tygodnia za jednego funta kantory płaciły już tylko ok. 4,80 zł. Skąd kłopoty? Przyczyn jest kilka. Jedna z ważniejszych to coraz mocniejsze euro, ale też i polski złoty. Jak na ironię powodem spadku funta w Polsce jest jego masowe przesyłanie przez naszych rodaków z Wielkiej Brytanii. Zarabiane na Wyspach funty są nad Wisłą wymieniane na złotówki, przez co wzrasta popyt na naszą walutę.

To wszystko sprawia, że brytyjscy Polonusi coraz częściej zadają sobie pytanie – czy praca na Wyspach wciąż się opłaca? Większość z nich zarabia minimalne na Wyspach stawki – ok. 900-1000 funtów miesięcznie, a więc w granicach 4,3 tys.- 4,8 tys. zł. Koszty życia, zwłaszcza w Londynie, gdzie mieszka najwięcej Polaków, są tymczasem bardzo wysokie. Jeszcze większy niepokój zasiał w nich Bank Anglii, który oświadczył, że w tym roku spodziewa się spadku koniunktury w Zjednoczonym Królestwie.

Czy to początek odwrotu od brytyjskiego eldorado? Na wymarzone mieszkanie w Polsce dużo łatwiej zarobić dziś w Irlandii lub Holandii, gdzie w obrocie jest silne euro. W dodatku gospodarki tych krajów nie wykazują żadnych powodów do zmartwień. – Jeśli funt się w najbliższym czasie nie odbije, to zwijam manatki i jadę do Irlandii, dokąd z Londynu wyjechało już dwóch moich kuzynów – zapowiada Marek Kalinowski, który w brytyjskiej stolicy jest sprzedawcą w sklepie. Chce mieć pewność, że jego zarobki po przesłaniu do Polski będą w najbliższym czasie tylko rosnąć.

Zobacz także

  • Co zrobi elita amerykańskich Demokratów?
    Jeśli w najbliższych miesiącach poleje się dużo złej krwi, wrogość między demokratami może okazać się trwała. I zaszkodzić ich kandydatowi w listopadzie - mówi politolog ...